data aktualizacji 3 stycznia 2011 r.

 

the_christmas_tree_.jpg

 

„Wigilijna opowieść- po mojemu”

 

Justyna

 

21 grudnia roku 2010. Wtorek. Drepcze nerwowo na ulicy Czarnowiejskiej w poszukiwaniu budynku numer 13, drugie piętro. Na dworze przejmujący chłód, wilgoć w powietrzu. Co innego czeka na mnie w środku, choć tego jeszcze nie wiem. Przyznam po cichu, że trochę się boję. Czego? Odrzucenia. Myślę sobie, to tylko choroba, która sprawia, że gdziekolwiek jestem czuję się jak przysłowiowe piąte koło u wozu. Zaryzykuję. W końcu to Wigilia. Wchodzę. Rozglądam się w okół, witam ze wszystkimi i już wiem, to była dobra decyzja. Krzeseł sporo, znajdzie się miejsce i dla mnie. Nigdy nie miałam pamięci do imion, ale mamy czas, wszystko przed nami. Przytłoczona ciężarem wyznań co do stażu w organizjacji „Otwórzcie Drzwi”, wszyscy znają się tu od lat, a tu nagle pojawiam się ja, zapełniając wolne miejsce przy stole. A propos stołu, suto zastawiony, nie brakuje na nim kutii, barszczu z krokietem, śledzi, makowca, cytrusów, które swoim zapachem zawsze przypominają święta, może to z sentymentu, jako "dziecko stanu wojennego" znajdowałam je pod choinką. Dziś w czasach kiedy w sklepach jest wszystko o czym można zamarzyć przywędrowały one spod choinki na stół. I chociaż wszechobecne "prosperity", które sprawia, że jednego dnia możemy poczuć się jak urodzony Japończyk, innego Meksykanin zajadając ich narodowe potrawy, tradycyjne wigilijne dania nigdy nie wychodzą z mody. Na szczęście. Oby nic tego nie zmieniło. Są też inni goście oprócz mnie. Dziewczyna i chłopak z Australii przybyli na wieczerzę. Oczywiście zaczęło się od składania życzeń. Goście z dalekiego kraju także dołączyli. Zadanie mieli trudniejsze ode mnie wskutek bariery językowej. Była okazja by zachłysnąć się polską gościnnością i przyjrzeć się naszej tradycji świątecznej. Za oknem śnieg, choć bałwany skonstruowane przez dzieci topnieją, znak odwilży lecz nie intelektualnej, w środku gorąco i nastrojowo. Po „opłatku” zaczynamy konsumować a jest co. W konspiracji dowiaduje sie nazwy przepysznego piernika: brauni. Mak, czekolada i wiśnie tworzą niezwykłą mozaikę. Siedzę z lekka onieśmielona, ale zadowolona z faktu iż przybyłam. W głowie szumią słowa, które usłyszałam w trakcie składania życzeń: "Niech nas jeszcze Bóg czymś zaskoczy". Mnie juz zaskoczył, tego wieczoru. Nie jestem bohaterką powieści Karola Dickensa, nie jestem starym skąpcem Scroogiem, który to nienawidził Świąt Bożego Narodzenia. To zupełnie inna historia, opowieść wigilijna- po mojemu. W każdym razie jego przykład uczy, że nigdy nie jest za późno. Jak pisał ksiądz Jan Twardowski: Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą... Odchodzą czasem dosłownie zostawiając po sobie samotne pantofle przy łóżku, ale odchodzą też w inny sposób, we własny świat. Kto przeszedł gehennę choroby psychicznej wie co mam na myśli. Ważne jest to, że ktoś tego dnia otworzył mi drzwi. Za to serdecznie dziekuję. Na codzień życie moje przypomina bardziej Don Kichotowską walkę z wiatrakami aniżeli heroiczną misję, którą mają do spełnienia wielcy bohaterowie. Przyznam, że trudno jest dawać coś z siebie, kiedy wciąż trzeba patrzeć pod nogi, aby nie wywinąć orła na swojej życiowej drodze, łudzę się jednak, że może moja obecność wyda sie komuś potrzebna. Mam nadzieję, że ktoś czytając te słowa lekko się uśmiechnie, gdziekolwiek by był: na szpitalnej sali, marznąc z zimna na jakimś dworcu albo siedząc w miękkim fotelu i popijając herbatę. Pamiętajmy o pierwszej gwiazdce z nieba, która nie tylko w ten wyjątkowy wieczór świeci dla Ciebie, dla mnie, dla nas. Zamknij na chwile oczy i pomyśl życzenie. Musi się spełnić. Trzymam kciuki. W trakcie spotkania odnotowałam niczym agent Mossadu kilka wydarzeń, które zaliczyć można jako dopełnianie spraw organizacyjnych. Były telefony do nieobecnych, rozdanie dyplomów, werbowanie chętnych na pikietę w Lublinie. Po długich rozmowach przy stole przyszedł czas na kolędy. Chociaż w okół mnie pełno bardziej utalentowanych wokalnie, włączam się do wspólnego kolędowania, wszak Wigilia to czas kiedy słowa, iż każdy śpiewać może, spełniają się najwyraźniej. Wedle podań tej nocy nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem. Czarodziejska noc. Oby cały rok był pełen takich czarów jak tego dnia. Być może zadomowię się na stałe na ulicy Czarnowiejsckiej, drugie piętro. Tymczasem juz kończę. Życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku, chorującym łagodnego przejścia na drugą stronę lustra i spełnienia marzeń od tych najmniejszych do największych.

 

fotosy z Wigilii 2010

 

data aktualizacji 20 grudnia 2010 r.


W dniu 15 XI 2010 r. gościliśmy w Gliwicach na zaproszenie tamtejszego Domu Środowiskowego. W spotkaniu wzięli udział; z naszej strony Basia Banaś,  Dorota Wypich,  Teresa Frączek (pisząca te słowa) oraz uczestnicy ŚDS-u i ich terapeuci, a także spora grupa młodzieży jednego z gliwickich liceów ze swoimi pedagogami. na podstawie swoich doświadczeń przybliżałyśmy słuchaczom specyfikę choroby psychicznej, w jakich okolicznościach wystąpiła i wskazywałyśmy na to kto i co pomagało nam ją pokonywać.
Spotkanie zorganizowane przez Panią kierownik ŚDS-u Magdalenę  Odrobinę i jej współpracownice, skierowane było przede wszystkim do młodzieży. Miałam odczucie, iż młodzi ludzie słuchali nas z uwagą i zainteresowaniem, a pytania, które pojawiły się później dotyczyły głównie pomocy osobom dotkniętym chorobą. Niestety kryzys psychiczny jest udziałem coraz większej liczby osób, a bliscy towarzyszący choremu są kompletnie zaskoczeni i bezradni. Wydaje mi się, że nasza działalność edukacyjna powinna być bardziej ukierunkowana na człowieka młodego, nie tylko ze względu na profilaktykę zdrowia psychicznego, lecz aby uwrażliwić młodych i zachęcić ich do wolontariatu. Kameralność miejsca spotkania, spokojna gitarowa muzyka w tle, kawa i „coś słodkiego” podkreślały gościnność i przychylność gospodarzy. Trzeba tu także wspomnieć o kierujących Domem terapeutach. Są to osoby przebojowe i bardzo zaangażowane w swoja pracę, wzorujące się na sposobach działania naszego krakowskiego środowiska.
Niezwykle miło będziemy wspominać Panią Magdę Odrobinę, Panią Justynę – naszego pilota i przewodnika, sympatycznego Wojtka – sprzedawcę z galerii „Cudów i Cudeniek”, towarzyszącego nam do końca naszej wizyty oraz wszystkich, z którymi miałyśmy przyjemność rozmawiać.

Teresa Frączek

Zostaliśmy zaproszeni do Warszawy z okazji „Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego"
8 i 9 X 2010r.

 

Delegację stanowili: Tereska Frączek, Marcin Szuba i ja, Dorota Trybis.
Spotkało nas tam serdeczne przyjęcie, począwszy od przywitania na Dworcu Centralnym przez męża pani dr Krzyżanowskiej, ordynator w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Zostaliśmy zakwaterowani w tym instytucie i zawieziono nas do Uniwersytetu Warszawskiego na Krakowskie Przedmieście.
Wysłuchaliśmy tam wykładu na temat działalności Domu pod Fontanną, a jedna z jego beneficjentek długo opowiadała o tym, jak dzięki działalności tej instytucji przeszła gruntowne przeszkolenie w wielu dziedzinach, jednakże trudno jej było znaleźć pracę na wolnym rynku.
Niezwykle ciekawe było wystąpienie dwóch pań z Biura Obsługi Niepełnosprawnych, które oferowały wsparcie w kryzysach zdrowia psychicznego studentom UW. Przedstawiły one ofertę różnorodnych instytucji świadczących pomoc w tym obszarze. Próbowały także odpowiedzieć na pytanie o zatrudnienie osób po kryzysach.
Nie o tym jednakże chciałabym napisać. Skupię się na wykładzie profesora Wciórki o nadziei i zdrowieniu, który został wygłoszony w drugi dzień naszego pobytu w czasie pikniku w Parku Morskie Oko.
Profesor mówił o osobie. Przytoczył atrybuty osobowe jak samoistność, autonomia, indywidualność, godność, wolność, człowieczeństwo. Osoby po przejściach tracą te cechy i profesor twierdzi, że ludzi po przejściach w Średniowieczu nie traktowano jako osobę. Dlatego od 30 lat istnieje o to spór kulturowy.
Mówi, że chorowanie to choroba + osoba. Choroba jest stanem biologicznym, a osoba ma tyle perspektyw, ile spojrzeń. Wskazał na konieczność dopuszczenia różnych perspektyw. W jego 40-to letniej praktyce nie spotkał dwóch takich samych doświadczeń.
Pan profesor zapytał o chorobę psychiczną i najprościej zdefiniował ją jako ,,kukiełki w czarnych barwach’’. Na początku wykładu pokazał on nam obraz Edmunda Monsiela, człowieka, który po tragicznych przejściach przeżył II wojnę światową i odnaleziono jego 50 rysunków, na podstawie których rozpoznano u niego schizofrenię.
Charakterystyczną cechą człowieka jest narracja, opowieść, gdy między różnymi ,,ja,, toczy się dialog. Z chwilą, gdy ten dialog ucicha trudno poradzić sobie z chorobą.
Nieprawda, że pacjenci w kryzysach psychotycznych nie cierpią.  To, co profesor nazywa poczuciem utraty kontroli nad sobą, , utraty bezpieczeństwa, utraty wolności, jest największym cierpieniem. Pacjenta ogarnia zwątpienie, ogołocenie, profesor mówi, że człowiek tonie.
W zderzeniu choroby i zdrowienia, profesor mówi, że zdrowie to brak choroby. W chorobie poza chorobą nic w nas nie ma. W innych przypadkach poza chorobą jest zdrowienie. Osoba jest oddzielona od kryzysu. Człowiek musi poczuć gotowość do zdrowienia.
Niezależnie jak choroba przebiega, można mieć poczucie spełnionego życia. Mimo, że choroba psychiczna jest katastrofą, można wziąć tę chorobę w nawias. Tak rozumiane zdrowienie jest wspólnym doświadczeniem ludzkim. Przykładem jest obóz koncentracyjny. Ci, co go przeżyli przeszli zmianę ról. Wychodzenie z trudnych doświadczeń.
Nie ulegajmy bezradności. Zmagajmy się z niesprawnością. Odkrywajmy strategie radzenia sobie z niesprawnością, odzyskiwania sterowności.
Mimo, że jest to proces trudny nie traćmy nadziei.
Profesor mówi, że nasz los nie jest tylko w rękach lekarzy. Placówki pomocnicze zachęcają do wzrostu i nadziei.
Co mówi profesor o nadziei?
Przez całe życie nie mamy poczucia, że żyjemy nadzieją. Nadzieję odkrywamy, gdy cierpimy. Nadzieja jest solą życia, nadzieja umiera ostatnia. Nadzieja jest drogowskazem. Nadzieja przenosi nas w przyszłość. Nie traćmy nadziei jak Hiob.
Człowiek się poddaje nieszczęściu, gdy wybiera sam siebie.  Tym czasem ktoś musi tę nadzieję na niego przenieść.
Zdrowienie jest wyborem nadziei, szukaniem drogowskazów, budowaniem nadziei.
Profesor mówi: znajdź kogoś, kto cię przeniesie w lepszy czas. Nie rezygnuj z innych ludzi. Wykaż trochę inicjatywy. Pamiętaj, że są osoby, które wyzdrowiały i można je wskazać. Szukaj sensu życia.

 

Po wykładzie profesora Wciórki wyszliśmy wzmocnieni i poczuliśmy, że jesteśmy na dobrej drodze do zdrowia.

Drugim wykładem był referat dr Katarzyny Lech, która zatytułowała wykład „Żeby się chciało chcieć”. Mówiła ona o konieczności zadbania o zdrowie fizyczne, które staje się podstawą do zdrowia psychicznego. Istnieje w Europie projekt Helps, który wyróżnia czynniki takie jak:

 

  • nawyki żywieniowe
  • aktywność ruchowa
  • higiena jamy ustnej
  • papierosy, alkohol

Mówiła ona, że gdy potrzeby podstawowe człowieka są spełnione, zaczyna on zaspokajać potrzeby wyższego rzędu. Do potrzeb podstawowych zaliczyła:

 

  • zaspokojenie pragnienia
  • zaspokojenie głodu
  • potrzebę snu
  • potrzebę komfortu cieplnego

Do potrzeb wyższego rzędu zaliczyła:

 

  • potrzebę bezpieczeństwa
  • bezpieczeństwo finansowe
  • potrzebę edukacji
  • potrzebę stabilności

Do spełnienia wszystkich tych potrzeb trzeba motywacji i podjęcia decyzji.
Nasze wystąpienie, przedstawicieli stowarzyszenia Otwórzcie Drzwi, którzy prowadziliśmy warsztaty zakończyło się ożywioną dyskusją o formach działalności naszych organizacji i wymianą adresów i kontaktów w celach przyszłej współpracy.
Ze strony Warszawiaków byli to: Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Osób z Zaburzeniami Psychicznymi „Integracja”, Klub Pacjenta „Amicus”, Oddział Zapobiegania Nawrotom IPiN, Stowarzyszenie „Ekon”.

data aktualizacji 15 grudnia 2010 r.

 

logo_eea_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_norway_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_fop_red_kopia.gif  logo_ecoryskopia.gif

 

Wsparcie udzielone przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego, a także ze środków budżetu Rzeczpospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych

5 listopada 2010 odbył się ostatni dwunasty wyjazd do Gorzyc na spotkanie edukacyjno-warsztatowe w ramach projektu: „Trzeba dać świadectwo. Zdrowienie i umacnianie osób chorujących psychicznie w Polsce południowo-wschodniej”.

Nasze refleksje:

 

„Po raz trzeci pojechaliśmy w rejony Sandomierza, do Gorzyc koło Tarnobrzega.
Jak zaobserwowaliśmy, rejony, które były bardzo dotknięte powodzią odbudowują się, stają nowe mosty i nadbrzeża. My zawieźliśmy dary, drobiazgi dla powodzian tamtego rejonu.
Przywitano nas gościnnie w dużym budynku czteropiętrowym z windą, gdzie kiedyś mieścił się hotel dla matek dotkniętych przemocą w rodzinie. Dzisiaj w tym miejscu mieści się Społeczny Dom Środowiskowy i Warsztaty Terapii Zajęciowej.
Widownię stanowiło 30 osób, w tym nie tylko beneficjenci, ale także psychoterapeuci WTZów i SDŚ.
Nasza wypowiedź obejmowała relację z celów i funkcjonowania Stowarzyszenia ”Otwórzcie Drzwi”, a także Zakładów Aktywizacji Zawodowej (Bożenka Dłuciak), ja mówiłam o chorobie i zdrowieniu, Mikołaj Golenia o strukturach terapii środowiskowej w Krakowie.
Nawiązała się rozmowa z panem, który chciał znać szczegóły funkcjonowania ZAZów, czyli Pensjonatu „U Pana Cogito”.
Zebraliśmy ankiety ewaluacyjne, poczęstowano nas obiadem i wróciliśmy do Krakowa z poczuciem dobrze wykonanego zadania.”

 

Dorota Trybis

„Grupa która na nas czekała to w większości osoby niepełnosprawne intelektualnie,ale też osoby chorujące psychicznie. Byliśmy we trójkę Mikołaj Golenia, Dorotka Trybis i ja oraz jako moderujący Gerard Banach. Ja zaczęłam i opowiadałam o swoim zdrowieniu poprzez pracę o Cogito, ale też o warsztatach terapii zajęciowej. Dorotka mówiła o rodzinie, a Mikołaj dokończył o firmach związanych z Cogito: o firmie cateringowej, rowerowej, o ŚDS. Zostalismy bardzo milo przyjęci i poczęstowani obiadem.”

Bożena Dłuciak

 

„Ostatnia wyprawa Stowarzyszenia „OTWÓRZCIE DRZWI”, realizująca tzw. grant norweski należała do najdalszych. Udział wzięli: Dorota Trybis, Bożena Dłuciak i Mikołaj Golenia; Gerard Banach zapewnił bezpieczny transport, wprowadzenie do tematu i nadzór techniczny, zaś Wojciech Dziuban z firmy CATERING COGITO zadbał o poczęstunek gorącymi napojami i ciastkami między dwiema sesjami.
Gorzyce są małą miejscowością za Sandomierzem i wywołują dziwne wrażenie rozległym blokowiskiem, sąsiadującym bezpośrednio z otwartą przestrzenią wiejskich łąk.
Tamtejszy Środowiskowy Dom, czyli gospodarz spotkania zajmuje czwarte piętro kanciastego bloku, dawniej służącego wyłącznie Krajowemu Ośrodkowi dla Ofiar Przemocy Rodzinnej. Dzisiaj budynek, który skalą i monotonią powtarzalnych kondygnacji bardzo przypomina krakowski DPS na Łanowej, obejmuje jeszcze kilka innych instytucji, jak wspomniany ŚDS czy Warsztaty Terapii Zajęciowej i nie da się o nim powiedzieć, że wyglądem zachęca do wejścia. Na szczęście kiedy weszliśmy, wnętrze okazało się dość schludne i dostatnie, oczywiście według polskich standardów dla tego rodzaju placówek.
Na zajęciach zebrało się trzydzieści kilka osób, z których część zdradzała objawy innych dolegliwości niż choroba psychiczna. Znalazło to odbicie przy wypełnianiu listy obecności oraz ankiet ewaluacyjnych, gdyż wielu uczestników wymagało asysty swojego terapeuty lub kogoś z edukatorów.
Nasze wystąpienie obejmowało 3 wątki: Bożena Dłuciak opowiadała o charakterze Stowarzyszenia „OTWÓRZCIE DRZWI” i jego roli edukacyjno-oświatowej, o odbiorze czasopisma „DLA NAS” wśród czytelników oraz o idei firmy społecznej; Mikołaj Golenia opisywał różne warianty pomocy środowiskowej jako alternatywy dla leczenia klinicznego; najlepiej do zebranych dotarł jednak osobisty przekaz Doroty Trybis, ukazującej własne doświadczenie udanej walki z chorobą.  
Po dwóch zasadniczych częściach zajęć wyświetliliśmy film z wywiadem dr Fishera, łączącym świadectwo człowieka po kryzysie psychicznym i jednocześnie wybitnego terapeuty.
Uczestnicy spotkania nie byli zbyt aktywni i ogólny odzew należy uznać za co najwyżej umiarkowany, jednak nieoficjalne rozmowy oraz ankieta wskazywały, że zostaliśmy ocenieni pozytywnie.”

Mikołaj Golenia

Zdjęcia z Gorzyc

 

data aktualizacji 3 grudnia 2010 r

 

logo_eea_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_norway_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_fop_red_kopia.gif  logo_ecoryskopia.gif

 

Wsparcie udzielone przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego, a także ze środków budżetu Rzeczpospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych

22 października odbyło się kolejne 11-ste spotkanie w Żurawicy w ramach grantu : „Trzeba dać świadectwo. Zdrowienie i umacnianie osób chorujących psychicznie w Polsce południowo-wschodniej”
Oto relacje:


„Dnia 22 października 2010 razem z dwoma kolegami ze Stowarzyszenia „Otwórzcie Drzwi” oraz Ewą Lechowicz pielęgniarką i terapeutką, a także członkiem naszego Stowarzyszenia wyjechaliśmy wczesnym rankiem z Krakowa do Żurawicy koło Przemyśla. Celem naszej podróży był szpital psychiatryczny w tejże miejscowości. Nasz program przewidywał spotkanie edukacyjne z pacjentami szpitala, którego tematem było zdrowienie z choroby psychicznej, umacnianie w zdrowieniu, a także zaprezentowanie naszego stowarzyszenia i jego działalności. Dotarliśmy do szpitala w Żurawicy koło południa. Zostaliśmy powitani przez panią kierowniczkę rehabilitacji. Szpital jest położony w pięknie utrzymanym parku, a oddział rehabilitacji duży w odnowionym budynku. Czekała na nas liczna grupa, dobrze ponad 30 osób, głównie pacjenci, ale było też kilku terapeutów. Wśród pacjentów było sporo osób w średnim i starszym wieku, ale byli także pacjenci młodzi, tak przed i około trzydziestego roku życia.  Jacek Nowak przedstawił w skrócie historię powstania naszego Stowarzyszenia i główne kierunki naszej działalności, a także czym zajmujemy się w „grancie norweskim”, w ramach którego to projektu odbywa się spotkanie w Żurawicy. Marin Szuba i ja opowiedzieliśmy o naszej chorobie oraz o tym, co sprawiło, że mimo to nie zrezygnowaliśmy z aktywnego życia. Mówiliśmy o tym, jak ważna jest dla nas nasza rodzina. Ja opowiedziałam o moim ojcu, który nie pozwolił mi poddać się chorobie, dzięki jego wsparciu nie zrezygnowałam z nauki i pracy i byłam w stanie funkcjonować w świecie tzw. „zdrowych ludzi”. Opowiedziałam o mojej córce, która od początku swojego życia miała chorującą psychicznie matkę, którą wychowałam dzięki pomocy swoich rodziców i rodzeństwa, a która jest osobą zdrową i daje mi oparcie od wielu lat. Opowiedziałam też o dobrych, oddanych terapeutach, bez których pomocy nie jest chyba możliwe wyjście z choroby, ponieważ lekarstwa nawet najbardziej nowoczesne i trafnie dobrane nie załatwią wszystkiego. Ważne są również takie miejsca jak oddziały dzienne, warsztaty terapii zajęciowej czy wreszcie środowiskowe domy samopomocy, takie miejsca gdzie osoba po kryzysie psychicznym może spotkać się z osobami o podobnych przeżyciach, wziąć udział w rozmaitych zajęciach, zjeść wspólnie ugotowany obiad. My w Krakowie mamy możliwość korzystania z bardzo dobrze rozwiniętej psychiatrii środowiskowej, mamy jednak świadomość, że w mniejszych miejscowościach sytuacja nie przedstawia się dobrze, raczej wręcz tragicznie. Dowiedzieliśmy się od naszych gospodarzy, że Przemyśl, najbliższe duże miasto nie posiada żadnych ośrodków, które mogłyby służyć rehabilitacji po chorobie. W czasie przerwy, zaproponowaliśmy przygotowaną przez” Catering Cogito” kawę, herbatę i ciasteczka, otoczyli nas pacjenci i jedna z pań opowiedziała, że w Dubiecku koło Przemyśla jest miejsce prowadzone przez zakonnice, które organizują czas osobom po kryzysach psychicznych, mają własny bus, którym przywożą tam uczestników zajęć, ponadto można tam też zjeść ciepły posiłek.  Każda inicjatywa jest cenna, a po naszym spotkaniu uczestnicy doszli do wniosku, że idąc za naszym przykładem powinni sami wyjść z własną inicjatywą. My zaproponowaliśmy pomoc w podzieleniu się naszymi doświadczeniami, w materiałach, które rozdaliśmy były wszystkie zawierające dane co do możliwości kontaktu z naszym Stowarzyszeniem. Pacjenci wyrazili nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjedziemy znowu do szpitala w Żurawicy, aby ich inni koledzy mogli się spotkać z członkami naszego Stowarzyszenia, bo uznali, że właśnie taka wiedza i doświadczenie z tzw. „pierwszej ręki” jest najcenniejsze. Ja zostałam bardzo mile zaskoczona, bo podeszła do mnie dziewczyna, z którą leczyłam się w Szkole Życia w Szpitalu Psychiatrycznym im. J.Babińskiego w Krakowie 10 lat temu. Dałam jej mój numer telefonu i na drugi dzień po powrocie z Żurawicy do Krakowa odebrałam od niej telefon. Mówiła, że wszyscy pacjenci byli bardzo zadowoleni ze spotkania z nami i że nasza prezentacja była bardzo profesjonalna. Chciałam też nadmienić, że na tym spotkaniu zaprezentowaliśmy film o człowieku, który chorował na schizofrenię, wyszedł z tej choroby, ukończył studia medyczne i od lat pomaga chorym jako lekarz psychiatra.  Jest to na pewno przykład, że diagnoza choroby psychicznej nie jest wyrokiem na całe życie, a doświadczenie własnej przebytej choroby może stać się źródłem wiedzy, która może pozwolić nie tylko pomóc samemu sobie, ale też pomagać innym. Po spotkaniu zostaliśmy zaproszeni na pyszne pierogi. Zjedliśmy obiad w towarzystwie pani kierowniczki rehabilitacji, która wcześniej oprowadziła nas po pracowniach plastycznych, gdzie oglądaliśmy piękne i wykonane w wielu różnych technikach prace pacjentów.  Był obecny także dyrektor szpitala, który jak się dowiedzieliśmy jest z wykształcenia historykiem, ale już od wielu lat sprawdza się jako świetny menadżer, dba o szpital i potrafi z sukcesem walczyć o środki na utrzymanie i rozwój szpitala.
Wierzymy, że udało się nam przekazać osobom, z którymi spotkaliśmy się w Żurawicy, nadzieję i że jeszcze będzie nam dane podzielić się doświadczeniem, które sprawi, że będą mogli zmieniać na lepsze swoje życie po chorobie.”

Danuta Biernacka


„Do Żurawicy, miejsca kolejnego szkolenia spóźniliśmy o pół godziny, ale przyjęci zostaliśmy niezwykle ciepło. Sala, która była przygotowana do szkolenia, po zainstalowaniu sprzętu; laptop, głośniki, rzutnik, ekran, jakby nagle wypełniła się słuchaczami, uczestnikami spotkania, sala była pełna. Odbiorcy spotkania byli otwarci, wyrazili zgodę na fotografowanie i chcieli słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać (wg ich zdania). Byliśmy „podejrzewani” o 100% zdrowie psychiczne i nie zażywanie leków, nawet w dawkach podtrzymujących, bo wyglądamy normalnie. Wytłumaczyłem słuchaczom jak to jest z lekami a koleżanka Danusia mocno zaoponowała, co to znaczy wyglądać normalnie, po prawdzie i żartem.
Odbiorcy byli zasłuchani naszym wystąpieniem, mieli pewien niedosyt i nawet po skończeniu szkolenia mieli pytania: co? jak? gdzie? z kim?
Po szkoleniu zostaliśmy zaproszeni na obiad do jednej z sal terapeutycznych. Na ścianach wisiały obrazy wykonane różnymi technikami malarskimi, przy niektórych obrazach zapierało dech.
Wyjechaliśmy usatysfakcjonowani. To było udane szkolenie, myślę, że dla obu stron.”

Jacek Nowak


„Celem naszej podróży, tym razem była Żurawica, niewielka miejscowość w województwie Podkarpackim, oddalona o około 250 km od Krakowa. Wyprawa zapowiadała się długa i męcząca. Nasz bus miał pokonać tę trasę w około 5 do 6 godzin. Korki na trasie spowodowały, że przyjechaliśmy na miejsce z półgodzinnym opóźnieniem. Żurawica powitała nas pięknym jesiennym słońcem i mocnym wiatrem. Spotkanie odbywało się na terenie wojewódzkiego szpitala psychiatrycznego w Żurawicy. Zaskoczeniem był dla nas
schludny i zadbany wygląd szpitala, niedawno odremontowanego położonego na terenie ładnego parku. W sali na piętrze, gdzie mieliśmy nasze wystąpienie, stopniowo zbierali się pacjenci, lekarze, terapeuci zajęciowi i pielęgniarki. Zaczęliśmy. Mówiliśmy o naszym doświadczeniu chorowania i wychodzenia z choroby, o Stowarzyszeniu, psychiatrii środowiskowej. Mówiliśmy o roli wiary, nadziei i miłości w procesie zdrowienia.
O roli rodziny. Chcieliśmy dać tym ludziom odrobinę nadziei na poprawę ich losu, wiary, że może się to udać i zwykłej ludzkiej życzliwości, ciepła i miłości. Okazało się, że nasz przekaz trafił do nich i spowodował spory oddźwięk. Nie było to widoczne od razu, gdyż „na gorąco” na sali było aktywnych tylko parę osób. Ale na przerwie „kawowej” pacjenci otoczyli nas kołem i zadawali mnóstwo pytań. Naszemu wystąpieniu przysłuchiwał się dyrektor szpitala w towarzystwie paru lekarzy. Dał on piękne podsumowanie tego co powiedzieliśmy, odwołując się właśnie do tych trzech: wiary, nadziei i miłości. Na zakończenie dnia w Żurawicy, jeszcze jeden miły akcent – zaproszono nas na obiad, gdzie były serwowane pyszne pierogi własnego wyrobu. Zadowoleni i naładowani pozytywną energią wyruszyliśmy w drogę powrotną.”

Marcin Szuba

 

Zdjęcia ze szkolenia w Żurawicy

 

data aktualizacji 15 listopada 2010 r

 

logo_eea_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_norway_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_fop_red_kopia.gif  logo_ecoryskopia.gif

 

Wsparcie udzielone przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego, a także ze środków budżetu Rzeczpospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych

14.10.2010 w Chrzanowie przeprowadziliśmy dziesiąte spotkanie edukacyjno-warsztatowe w ramach projektu: „Trzeba dać świadectwo. Zdrowienie i umacnianie osób chorujących psychicznie w Polsce południowo-wschodniej”. A oto wrażenia:

„Tym razem celem naszego wyjazdu edukacyjnego był Oddział Psychiatryczny w Szpitalu Miejskim w Chrzanowie. Mieliśmy mały poślizg z rozpoczęciem, ponieważ olbrzymie korki w Krakowie i na trasie, wynikające z robót drogowych, opóźniły nasze dotarcie na miejsce. Po przyjeździe, sprawnie, pomimo ciasnoty, zorganizowaliśmy nasze wystąpienie (w jednym pomieszczeniu catering i edukacja). Grono odbiorców było zróżnicowane i specyficzne ze względu na miejsce spotkania-oddział zamknięty. Przeważali pacjenci oddziału i w pierwszej części (wykładowej) personel medyczny pracujący przed południem, a więc grono lekarzy, psychologów i pielęgniarek. Na część warsztatową, już po przerwie, personel medyczny już nie powrócił. A szkoda, bo mając doświadczenie z innych wyjazdów edukacyjnych, wiemy, że często, część warsztatowa prowadzona z lekarzami i ich pacjentami, wiele wnosi, zarówno dla jednych jak i drugich uczestników. Podczas prelekcji dzieliliśmy się własnymi doświadczeniami chorowania i zdrowienia, by umacniać innych na drodze dochodzenia do zdrowia i podsycać nadzieję na dobrą jakość życia, pomimo doświadczania choroby psychicznej. Zachęcaliśmy do dzielenia się własnymi opiniami jak i dorobkiem artystycznym z redakcją ,,Dla Nas”, czasopisma środowiska psychiatrycznego. W naszym periodyku wypowiadają się osoby z doświadczeniem kryzysu psychicznego, jak i profesjonaliści. Byliśmy pod dużym wrażeniem determinacji w uczestnictwie w szkoleniu pacjentów oddziału. Pomimo stosunkowo długo trwającej edukacji starali się nie opuszczać sali i aktywnie uczestniczyć w zajęciach. Nawiązaliśmy bliższe relacje podczas przerwy przy herbacie i kawie serwowanej przez pracownika Firmy Społecznej Catering Cogito. Uzyskałam wiele informacji na temat funkcjonowania oddziału. Zachęciliśmy słuchaczy, zróżnicowane gremium: pacjentów, rodziny, profesjonalistów do aktywnego włączenia się w protest organizowany pod siedzibą NFZ w Krakowie przez ,,Stowarzyszenie Otwórzcie Drzwi”, dotyczący obcięcia dotacji budżetowych przeznaczonych na psychiatrię i negatywnych implikacji takich rozwiązań.”

Barbara

”Szkolenie w Chrzanowie odbyło się w zamkniętym oddziale psychiatrycznym, więc osoby, które z niego skorzystały to przede wszystkim pacjenci jak i personel tego oddziału. Mimo tego, że był to odział stacjonarny, na którym ludzie przyjmują duże dawki leków i ich percepcja jest dość mocno przez to ograniczono, to jednak wiele osób brało aktywny udział, były pytania z Sali i dużo pacjentów wzięło udział w części warsztatowej. Miałem wrażenie, że szkolenie zostało przyjęte z zainteresowaniem i aprobatą.”

Konrad Wroński

„W Chrzanowie miejscem spotkania stała się jadalnia na oddziale psychiatrycznym w miejscowym szpitalu. Przyniesiono krzesła, usunięto stoliki, tylko kolega z Cateringu Cogito miał trochę problemów, bo musiał zorganizować poczęstunek w tej samej sali, miał mało miejsca, a woda na herbatę i kawę gotowała się w trakcie spotkania. Zazwyczaj poczęstunek przygotowuje się w osobnej sali, ale widocznie nie zawsze są na to warunki. Kolega w każdym razie poradził sobie z tą sytuacją, a czajnik burczał tylko przez chwilę. Słuchaczami byli pacjenci tego oddziału, parę osób z ich rodzin i pracujący tam terapeuci – pielęgniarki, lekarze, terapeutki zajęciowe. Pierwszy raz chyba spotkaliśmy się z ludźmi przebywającymi na oddziale zamkniętym, poczułam szczególną odpowiedzialność za nasze słowa, żeby nikomu nie zaszkodziły. Dlatego trudno było mówić o przeżywaniu wiary jako sposobie wychodzenia z kryzysu, bo przecież wiele osób ma urojenia, których tematem jest swoiste przeżywanie religii i prawd wiary. Trzeba było ostrożnie zauważyć, że takie odczucia wymagają „korekty” i zdarzają się. Większość pacjentów wytrwała do końca, niektórzy z napięcia wychodzili w trakcie spotkania, ale potem wracali. Byli w różnych stanach, niektórzy nadmiernie pobudzeni, większość przechodziła depresję. Wzruszyła mnie jedna kobieta w koszuli nocnej, która wytrwała do końca pierwszej części. Parę razy jej smutna twarz nieco się ożywiła. Może wyniosła jakąś iskierkę nadziei? Tego jednak nie wiem, nie mogła rozmawiać. Z sali padło parę pytań, jedno z nich brzmiało: Czy ktoś z państwa miał poczucie, że jest kimś niezwykłym, bo doświadczył choroby psychicznej? Kiedyś tak się czułam, może był to sposób na dowartościowanie się, kiedy oprócz choroby nic innego się nie wydarzało. Na warsztacie zostali niektórzy pacjenci, kilka pielęgniarek i terapeutek zajęciowych, kadra lekarska i psychologiczna opuściła salę. Zupełnie inaczej niż w Sandomierzu. Cóż, może mieli ważne zajęcia... a może nie chcieli stanąć z tej „drugiej strony”? Nie mieliśmy okazji z nimi porozmawiać, więc jest to tylko fantazjowanie na ten temat. To spotkanie miało swoją wagę. Może daliśmy tym ludziom odrobinę zajęcia podczas dłużących się szpitalnych godzin. Może choć trochę nadziei..."

Dorota Dużyk-Wypich

 

Zdjęcia ze szkolenia w Chrzanowie

 

data aktualizacji 10 listopada 2010 r


W ramach projektu „Trzeba dać świadectwo. Zdrowienie i umacnianie w Polsce południowo-wschodniej”  dnia 22.09.2010 zrealizowaliśmy kolejne spotkanie edukacyjno-warsztatowe w Sandomierzu.

 

logo_eea_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_norway_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_fop_red_kopia.gif  logo_ecoryskopia.gif

 

Wsparcie udzielone przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego, a także ze środków budżetu Rzeczpospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych

SPRAWOZDANIE Z WYJAZDU EDUKACYJNEGO DO SANDOMIERZA

Celem naszego kolejnego wyjazdu edukacyjnego w ramach realizacji Grantu Norweskiego był Sandomierz. To miasto oczarowało nas nie tylko swoją architekturą, którą podziwialiśmy spacerując w jesiennych promieniach słońca już po spotkaniu. Byliśmy jeszcze pod wrażeniem co dopiero zakończonego występu zorganizowanego w pięknym zabytkowym Ratuszu, w reprezentacyjnej Sali miejskiej, gdzie stylowe, antyczne meble tworzyły jakiś dziwny, niepowtarzalny klimat. Mocnym, współczesnym akcentem był portret Jana Pawła II, malowidło intrygujące i swojskie zarazem. To właśnie ten portret pierwszy rzucił mi się w oczy, gdy weszliśmy na ratuszowe pokoje. Poczułam się tutaj na swoim miejscu. Trzeba dać świadectwo. Zgodnie z tematem Grantu Norweskiego realizowanego przez nasze Stowarzyszenie ,,Zdrowienie i umacnianie osób chorujących psychicznie w południowej Polsce. Trzeba dać świadectwo”. I dawałyśmy to świadectwo. Każda z naszej trójki na podstawie własnego życia i własnych doświadczeń. Starałyśmy się nieść przesłanie nadziei, by pomagać w zdrowieniu i umacniać w tym co pozytywne. Odbiorcami naszego wystąpienia było liczne grono profesjonalistów, rodzin i osób po kryzysach psychicznych. Zaskakująca była dla nas sytuacja, gdy po naszych wystąpieniach(3 osoby) nie było żadnego odzewu ze Sali. Pomimo zachęt kierowanych przez Gerarda-profesjonalistę, który świetnie czuwał nad realizacją programu od strony organizacyjnej, sala ,,milczała jak zaklęta”. Żadnych pytań, żadnych refleksji, którymi ktokolwiek chciałby się podzielić. Zdziwiło nas to, bo szczerze mówiąc jeszcze z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia podczas naszych ,,szkoleń”. Lody milczenia pękły podczas przerwy spędzanej przy kawie lub herbacie. Uczestnicy spotkania otaczali nas ze wszystkich stron i pytaniom, dzieleniem się doświadczeniami nie było końca. Tylko dlatego, że mieliśmy ściśle wyznaczone ramy czasowe (zaraz po nas salę wynajmowała inna grupa) kończyliśmy te rozmowy, by przejść do części warsztatowej. Na warsztatach miałam grupę zróżnicowaną: lekarz, terapeuci, rodziny i tylko jedna osoba z doświadczeniem kryzysu chorobowego. Zespół pracował wg. podanych zaleceń i szybko wyłoniono lidera-młodego lekarza. To on dokonał podsumowania pracy grupy i przedstawił na szerszym forum. Ciekawe były refleksje pana Doktora, który stwierdził, że taka forma- wykłady + warsztaty prowadzone przez osoby z doświadczeniem choroby psychicznej, a więc byłych pacjentów, są dla niego nowym doświadczeniem, które musi jeszcze przeanalizować po spotkaniu. Było to coś nowego, wnoszącego element konstruktywny w ,,byciu lekarzem psychiatrą”. W grupie zauważono różnorodność podejścia do tematu zdrowienia w zależności od perspektywy: rodzina, profesjonaliści, chory. Pomimo tej różnorodności, najczęściej na pierwszym miejscu w zdrowieniu stawiano lekarza, dobrze dobrane leki i system opieki psychiatrycznej, który skutecznie pomaga w dochodzeniu do zdrowia. Pan Doktor podkreślił ciekawą wypowiedź osoby po kryzysie, która sklasyfikowała czynniki zdrowienia w zależności od natężenia choroby: ,, w szczycie szaleństwa” najważniejszy jest lekarz i leki, przy lepszym samopoczuciu, jemu w zdrowieniu pomaga kontakt z przyrodą i pies- najwierniejszy przyjaciel. Ten wyjazd ubogacił mnie relacjami z innymi ludźmi, ze środowiska sandomierskiego, przekonał o sensie naszych działań i był inspiracją do reflektowania nad metodami pracy.

BARBARA

SANDOMIERZ 22.09.2010

Spotkanie szkoleniowe w Sandomierzu odbyło się w pięknej sali zabytkowego ratusza. Przybyli nań członkowie stowarzyszenia rodzin, kilka osób chorujących psychicznie oraz paru terapeutów, w tym dwoje lekarzy psychiatrów. W pierwszej części opowiadałyśmy o naszym Stowarzyszeniu, o objawach choroby i zdrowieniu. Każda z nas kolejno podjęła jeden ze wspomnianych tematów, co uzgodniłyśmy przed spotkaniem. Na końcu zaprosiłyśmy słuchaczy do zadawania pytań. Sala milczała, nie było żadnego odzewu, mimo ponowienia zaproszenia. Byłyśmy nieco skonsternowane, pojawiły się wątpliwości, czy spotkanie spełniło swoją rolę. Wyświetliliśmy film o Fisherze, psychiatrze, który w młodości chorował na schizofrenię, po czym zaprosiliśmy wszystkich na przerwę kawową. I wtedy zaczęły do nas podchodzić różne osoby, przeważnie matki ludzi chorujących. Okazało się, że miały pytania i uwagi, ale widocznie nie chciały ich poruszać na forum publicznym. Wolały kameralną rozmowę. Jedna z matek powiedziała, że dzięki moim opisom wędrówek w psychozie zaczęła rozumieć swojego syna, który podobnie wędrował. Nie przypuszczała, że człowiek w psychozie żyje w swoim wyimaginowanym świecie, do tego stopnia prawdziwym dla niego, że robi różne dziwne rzeczy, pozornie bez sensu. Nikt nie wiedział o mojej psychozie, a zapewne także o psychozie tego chłopca. Dlatego potrzebne są spotkania uświadamiające rodzinom istotę choroby psychicznej, które mogłyby zapobiec niebezpiecznym „wędrówkom”, zwłaszcza tym odbywanym w nocy. Pamiętam, że byłam wtedy przekonana, że jestem niewidzialna i cichutko wyślizgiwałam się z łóżka, żeby wypełnić swoją misję. Gonił za mną mój biedny ojciec, żeby zawrócić mnie do domu. Dzięki tej opowieści matka z Sandomierza zdała sobie sprawę z psychozy syna. Do koleżanek też podchodziły różne osoby, tak że cała przerwa okazała się bardzo owocna. W drugiej części prowadziłyśmy warsztaty. W każdej grupie byli terapeuci, w mojej lekarka psychiatra. Podczas warsztatu jedna z kobiet zaczęła mówić o kłopotach ze swoim chorującym synem. Czuła się bezradna, potrzebowała rozmowy i rady. Jak ważna jest dobra opieka psychiatryczna, która pomaga także rodzinie, widać, że czasami jest ona niewystarczająca. Ta kobieta potrzebowała takiej pomocy. Pod koniec warsztatów pewien psychiatra wyznał szczerze, że pierwszy raz znalazł się po drugiej stronie, czyli w roli uczestnika warsztatów prowadzonych przez osoby po kryzysach psychicznych. Nie nazwał nas tak otwarcie, nie użył nawet słowa „pacjenci” czy „beneficjenci”, starał się unikać jakiegokolwiek określenia nas, być może przez delikatność. Stwierdził, że jest to dla niego cenne doświadczenie. Po zakończeniu spotkania podeszła do mnie psychiatra z mojej grupy i zapytała, co należy zrobić, żeby ten pierwszy pobyt w szpitalu nie był tak traumatyczny. Byłam zaskoczona i nieco zmęczona wrażeniami, wypaliłam, że trzeba takiego człowieka przytulić... i towarzyszyć mu. Potem myślałam o tym, czy to jest możliwe, czy osoba w psychozie pozwoli się przytulić... Myślę mimo wszystko, że tego właśnie potrzebujemy, nie tylko w sensie fizycznym, ale i psychicznym – przyjaznej opieki, ciepła, współczucia, delikatnego prowadzenia. I tego życzę ludziom w szpitalu.

Dorota Dużyk-Wypich

Był piękny, jesienny poranek. O 6:00 mgły podnosiły się do góry, gdy szłam na przystanek autobusowy, by dojechać na ul. Skwerową, gdzie wyznaczyliśmy sobie spotkanie. Byłam niespokojna. Ta wczesna pora, gdy ja jeszcze nie dojrzałam do aktywności i ten lęk przed nieznanym, przed tym, co mnie dzisiaj miało spotkać. Jechaliśmy do Sandomierza małą grupą, Dorotka Wypich, Basia Banaś, Wojtek Dziuban, Gerard Banach i ja, Dorota Trybis. Wszyscy się znaliśmy, a jednak gościła we mnie niepewność. Dawno już nie brałam udziału w szkoleniach, ostatni raz około roku temu i nie wiedziałam, czy jeszcze będę umiała jasno, wartko i ciekawie opowiadać o swojej chorobie i zdrowieniu. Nie wiedziałam, czy się sprawdzę i czy przyjaciele, z którymi jechałam „zgrają się „ ze mną, pozwalając mi wypowiedzieć to, co przygotowałam. Był to wyjazd „grantowy” z grantu Norweskiego. Mieliśmy za zadanie przeprowadzić szkolenie beneficjentów i profesjonalistów, w tym lekarzy, terapeutów oraz przedstawicieli miejscowych władz i pracowników MOPS (Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej). Spod mgły wydobywało się słońce i pomału poprawiał mi się humor, gdy rozmawialiśmy przyjaźnie w busiku, który wiózł nas do celu. Mijaliśmy piękne wsie, miasteczka i pola, jednakże dawało się zauważyć ślady po niedawnych powodziach. Najbardziej przygnębiający okazał się widok nadbrzeża Wisły w Sandomierzu. To piękne miasto ucierpiało tego roku bardzo, gdy dwukrotnie Wisła wystąpiła z brzegów. Spotkanie miało się odbyć w pięknym, renesansowym ratuszu, z pozostałościami gotyckimi. Zbudowany jest on w XIV wieku, a przebudowany w XVI w. , gdy powstała renesansowa attyka. Wieża została dobudowana w XVII w., a zegar słoneczny powstał w 1958r. (wg „Przewodnika po Polsce” Wwa 1976 pod red. Kazimierza Marcinka.) Gości zeszło się dużo, około 30 osób wypełniło zabytkową salę posiedzeń. Po wprowadzeniu Gerarda Banacha obie moje koleżanki, Dorota i Basia bardzo ciekawie mówiły o działalności StODu, o jego celach i zadaniach, a także o swoich doświadczeniach z wychodzenia z choroby. Razem ze mną, jesteśmy przykładem pozytywnego działania psychiatrii środowiskowej, a to: Zakładów Aktywności Zawodowej, Społecznego Domu Środowiskowego, Oddziałów Dziennych i.t.d. i reprezentujemy osoby w remisji choroby psychicznej. Pobyt nasz zakończył się warsztatami, w czasie których uczestnicy mieli okazję wypowiedzieć się na temat tego, co pomogło im wydobyć się z choroby. W mojej grupie doszliśmy do wniosku, że bardzo ważne jest wewnętrzne przekonanie i chęć do podejmowania prób zdrowienia. Znalazł się też mężczyzna, który dziękował kierowniczce hotelu „U Pana Cogito” w Krakowie, pani Agnieszce Lewonowskiej za pomoc materialną udzieloną jemu w czasie powodzi. Choć wyjeżdżałam w tę podróż z niepokojem, to zakończyła się ona pomyślnie, a wspomnienia, które zachowałam są pozytywne. Jeszcze raz się przekonaliśmy, jak ważne jest szkolenie na temat działalności naszego Stowarzyszenia i celowości istnienia Psychiatrii Środowiskowej.

Dorota Trybis

 

Zdjęcia ze szkolenia w Sandomierzu

 

data aktualizacji 20 października 2010r.


Wieczór poezji Jana Pawła II 17.10.2010 o godzinie 17.00 w Sali Konferencyjnej przy ul.Bałuckiego 6


Drodzy Czytelnicy!
Nasza działalność  stowarzyszeniowa czasem przekracza ramy głównego nurtu naszej aktywności, którym jest edukacja…
Dzieje się tak dlatego, że mamy wśród nas niepowtarzalnych członków, co stanowi o bogactwie stowarzyszenia. Żywo reagujemy na nowe pomysły i inspiracje. Jedną z takich duchowych inspiracji  był pomysł „dobrego ducha” stowarzyszenia - Basi, aby zorganizować wieczór poezji Jana Pawła II w kolejną z rocznic upamiętniających objęcie papieskiego urzędu przez naszego wielkiego rodaka.
Dość szybko uformowała się kilkuosobowa grupka zainspirowana przez Basię. Pierwszym krokiem  był wybór tekstów do recytacji. Dla mnie osobiście, choć wstyd się przyznać, był to pierwszy kontakt  z poetyckim dorobkiem Jana Pawła II. Myślę, że nie tylko dla mnie był to czas wielkiego duchowego ubogacenia, kiedy odkryłam wielkiego mistyka w naszym papieżu w utworach pisanych na długo przed tym, kiedy został księdzem…
Przez około dwa tygodnie spotykaliśmy się kilkakrotnie w różnych miejscach, żeby przygotować program.
Wspólnie przygotowywaliśmy również dekorację i oprawę muzyczną. Dorotka wykonała „okno papieskie”, a Jacek podkład muzyczny do recytacji. Mieliśmy nawet profesjonalnych śpiewaków wśród nas – Bożenkę i Mikołaja, członków stowarzyszenia, którzy prezentowali religijne pieśni solo.
Tak naprawdę, to na przygotowanie nie mieliśmy zbyt dużo czasu. Trzeba było jeszcze stworzyć i wypisać imienne zaproszenia do profesjonalistów, naszych rodzin oraz plakaty informacyjne w kilku miejscach dostępnych także dla pacjentów.
W dzień występu byliśmy wszyscy nad wyraz skupieni. Sala była przepełniona po brzegi. Reakcje publiczności przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Po zakończeniu wystąpienia, kiedy piliśmy kawę i herbatę podchodziły do nas kolejne osoby dziękując za chwile wzruszenia.
Dzięki determinacji Basi nie będzie to nasz ostatni występ. Mamy już nowe plany. Tym razem będzie to Szpital im.Babińskiego  w Krakowie.

Do zobaczenia! Kasia

Zdjęcia z wieczorku poetyckiego

data aktualizacji 11 października 2010 r


W ramach projektu „Trzeba dać świadectwo. Zdrowienie i umacnianie w Polsce południowo-wschodniej”  dnia 07.09.2010 zrealizowaliśmy kolejne spotkanie edukacyjno-warsztatowe w Zakopanem.

 

logo_eea_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_norway_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_fop_red_kopia.gif  logo_ecoryskopia.gif

 

Wsparcie udzielone przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego, a także ze środków budżetu Rzeczpospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych

Oto nasze wspomnienia:

„Dnia 7 września 2010 roku, w ramach „Grantu norweskiego” pojechaliśmy w grupie czworga edukatorów, tj. Anna Liberadzka, Konrad Wroński, Mikołaj Golenia i ja, Danuta Biernacka do Zakopanego na spotkanie zainicjowane przez Stowarzyszenie „Otwórzcie Drzwi” i zorganizowane razem ze Starostwem Zakopiańskim. Spotkanie rozpoczęło się kwadrans po 10-tej w Jasnym Pałacu przy ul. Tetmajera. Grupa osób, która wzięła udział w spotkaniu była liczna, około 30 uczestników. Przybyło m.in. pięciu pedagogów szkolnych, przedstawiciel tzw. interwencji kryzysowej w rodzinie, nauczycielka ze szkoły dla dzieci upośledzonych intelektualnie, pracownica MOPS-u oraz kilka osób po kryzysach psychicznych a także członkowie ich rodzin.
Zakopane nie posiada domu środowiskowego dla osób chorujących psychicznie, ale jak dowiedzieliśmy się od Wice Starosty będą organizować program unijny dla około 20 osób po kryzysach psychicznych i właśnie korzystając z danych personalnych do tego programu zwrócono się z zaproszeniem na to spotkanie do tych osób.
Ania Liberadzka rozpoczęła spotkanie udzielając krótkiej informacji o Stowarzyszeniu „Otwórzcie Drzwi”oraz o „Grancie norweskim”, który realizujemy w Małopolsce i trzech województwach ościennych. Mikołaj Golenia opowiedział o tym, jak w Krakowie realizowany jest program psychiatrii środowiskowej i na czym on polega, a Konrad Wroński podzielił się swoim osobistym doświadczeniem choroby oraz drogą jaką odbył z chorobą i zdrowieniem aż do podjęcia studiów informatycznych, z których zaliczył już 2 lata. Moja wypowiedź poświęcona była własnej drodze zdrowienia realizowanej już ponad 37 lat, czyli od początku choroby. Opowiedziałam o tym, jak ważna była w tej historii zdrowienia moja rodzina, przede wszystkim ojciec i moja córka, no i ja sama. Podkreśliłam, że na pewno ważna jest bliska osoba, która daje nam oparcie, ale też bardzo ważni, o ile nie najważniejsi, dla siebie jesteśmy my sami. Dobrze jest mimo choroby znaleźć jakąś pasję, coś, co nam pozwala lepiej walczyć z chorobą. Może to być nauka, praca, hobby. Opowiedziałam o tym, jak zmienia się psychiatria i jak dzisiaj powoli zaczynają się zmieniać nawet duże szpitale psychiatryczne, takie jak Szpital im. Babińskiego w Krakowie. Głos zabrał pan, który nie ma dobrych doświadczeń związanych z leczeniem w dużym szpitalu. Podkreślił, że leczono go przy pomocy bardzo dużej dawki leków i żadnej psychoterapii. Ja opowiedziałam o dwóch oddziałach w Szpitalu im. Babińskiego, nr 7B i 4A, oddziałach całodobowych, ale otwartych, gdzie głównie stawia się na dużą ilość psychoterapii, w której to ofercie każdy pacjent może znaleźć coś dla siebie. Wielu pacjentów ma nadzieję, że reforma Szpitala im. Babińskiego w Krakowie, a także innych wielkich szpitali pójdzie w kierunku przeobrażenia tak, aby w leczeniu wyważyć w odpowiednich proporcjach rolę lekarstw i nowoczesnej psychoterapii.
Zanim zaczęliśmy drugą część spotkania, czyli warsztaty, odbyła się żywa dyskusja, w której wzięła udział większa część uczestników. Okazało się, że w Zakopanem istnieje oddolna inicjatywa, a mianowicie matka jednej z uczestniczek spotkania, psycholog, która sama ma syna po kryzysie psychicznym, przy przychodni pedagogiczno-psychologicznej zorganizowała raz w tygodniu dla osób z zaburzeniami emocjonalnymi. Jest więc miejsce, gdzie byli pacjenci mogą się spotkać i podzielić swoimi doświadczeniami z chorobą i życiem po chorobie. Inicjatywa ta może liczyć na poparcie Starostwa.
W drugiej  części, po półgodzinnej przerwie, rozpoczęliśmy warsztaty w dwóch grupach. Uczestnicy spotkania zastanawiali się, co pomaga zdrowieć osobom chorującym psychicznie. Każda z osób otrzymała karteczki, na których przedstawione hasłowo były propozycje, np. „rodzina”, „psychoterapia”, „przyjaciele”. Uczestnicy mieli samodzielnie ustalić hierarchię ważności tych kwestii odnośnie procesu zdrowienia. Większość osób podkreśliła najważniejsze znaczenie rodziny i przyjaciół, a także psychoterapii. Leki, choć ważne, znalazły się na końcu.
Po zakończeniu warsztatów, wiele osób wyraziło chęć utrzymywania w przyszłości kontaktu z naszym stowarzyszeniem, a także zadeklarowało swój przyjazd do Krakowa na Dzień solidarności z chorującymi psychicznie 2010. Jeden z uczestników, osoba po kryzysie, przeczytał swój własny, piękny wiersz, a my zaproponowaliśmy mu, by wysłał swoje poezje do czasopisma „Dla nas”, gdzie mogą zostać wydrukowane. Uczestnicy wyrazili chęć i nadzieję na kolejne spotkanie w Zakopanem z członkami naszego stowarzyszenia. Spotkanie zakończyliśmy obiadem, na który zaprosił nas Wice Starosta.
Uważam, że spotkanie było bardzo udane. Podzielenie się naszymi własnymi doświadczeniami było cenne dla uczestników tym bardziej, że Zakopane, nie tak małe w końcu miasto, nie posiada ani Domu Środowiskowego, ani Warsztatów Terapii Zajęciowej dla osób po kryzysach psychicznych. Mamy nadzieję, że władze Zakopanego podejmą zdecydowane kroki w kierunku utworzenia takich struktur, które stanowią ogromną pomoc dla osób chcących zdrowieć i powracać do aktywnego życia.”

Danuta Biernacka
uczestniczka spotkania

 

„O wyjeździe na szkolenie dowiedziałem się dzień wcześniej i musiałem dość szybko zdecydować się na wyjazd. Miałem małe problemy z wczesnym wstaniem, lecz mimo to udało mi się dotrzeć na czas do miejsca z którego był wyjazd.
Rano była mgła, która dość szybko opadła i w drodze do Białego Pałacu w Zakopanem mieliśmy momenty kiedy wychodziło słońce. Była w nas nadzieja, że wszystko pójdzie dobrze i cieszyliśmy się, że będziemy szkolić.
Gdy dojechaliśmy na miejsce powitał nas Starosta Zakopanego i zapowiedział nasz występ. Plan szkolenia był dobrze ustalony i na początku wszyscy wiedzieli dokładnie na jaki temat będą się wypowiadać i kto będzie dbał o miły przebieg spotkania. Jednak mimo ustalonego planu pozwoliliśmy sobie na nie trzymanie się koniecznie głównej zaplanowanej linii wykładu. Dzięki temu udało nam się nawiązać lepszy kontakt ze słuchaczami wprowadziło miłą i przyjazną atmosferę i zachęciło do zadawania pytań. Oprócz wykładu i ćwiczeń mogliśmy również porozmawiać w przerwie na temat różnych możliwości ulepszania i rozwijania systemu opieki psychiatrycznej w naszych regionach. Zaraz po zakończeniu szkolenia zostaliśmy zaproszeni przez Starostę na obiad co było bardzo przyjaznym gestem z jego strony. Poczuliśmy się docenieni i zadowoleni z owocnej i miłej pracy w trakcie szkolenia.”

Konrad Wroński

„Spotkanie edukacyjno-oświatowe 7 września 2010 r., kontynuujące tzw. Grant norweski było trochę inne niż wszystkie. Małopolska psychiatria środowiskowa jest ciągle jeszcze niedostępna czy nawet nieznana mieszkańcom Podhala, gdzie nie działają właściwie żadne placówki tego typu. Z drugiej strony Zakopane, stały składnik naszej świadomości, zwykle kojarzy się z relaksem w pięknym otoczeniu więc podróż tam nastraja optymistycznie o każdej porze roku.
Nasze oczekiwania potwierdziły się na miejscu, gdyż trafiliśmy do eleganckiego starego pensjonatu, służącego obecnie władzom samorządowym jako ośrodek wypoczynkowy oraz konferencyjny. Honory domu pełnił wicestarosta powiatu – pan Andrzej Skupień , a wśród gości zajmujących jasną, stylizowaną klasycystycznie salę znalazły się osoby doświadczone kryzysem psychicznym, członkowie rodzin, pedagodzy oraz pracownicy miejskiej Pomocy Społecznej. Rola moderatora przypadła Annie Liberadzkiej; najpierw udzieliła ona głosu Konradowi Wrońskiemu, który z właściwą sobie skromnością opowiedział historię własnej choroby oraz jej pokonania dzięki determinacji, ożywionej marzeniem o studiach informatycznych – właśnie realizowanych. Następnie Mikołaj Golenia skrótowo omówił genezę i strukturę krakowskiej psychiatrii środowiskowej, rodzaje placówek i stawiane przed nimi cele. Danuta Biernacka wskazała że nie ma genetycznej dziedziczności choroby psychicznej ale właściwie u każdego występuje „słaby punkt” podatny na takie zranienie, które może skutkować reakcją kryzysową. Podkreślała ona także jak ważne jest krzepiące zrozumienie ze strony bliskich osób i osobiste zainteresowania, dające odskocznię od bolesnych dolegliwości.
Zebrani goście żywo reagowali na poruszane tematy, zadając pytania i inspirując nowe wątki – m. in. kwestię rozpoznania wczesnych objawów czy temat odpowiedzialności za skłonienie chorego do podjęcia terapii.
W trakcie przerwy obecni z edukatorami Marcin Janik i Jacek Małek  częstowali obecnych kawą, herbatą i ciastkami.
Druga część zebrania miała charakter warsztatów i umożliwiała bardziej swobodną rozmowę – okazało się że środowisko Zakopanego z braku rozwiązań instytucjonalnych uwarunkowanych dokładnym rozeznaniem potrzeb i finansami – podejmuje już oddolne inicjatywy samopomocy, organizując nieformalną poradnię dla osób chorujących. Ta konstatacja była najjaśniejszym akcentem końcowego podsumowania i daje nadzieję lepszej przyszłości.           
Zanim opuściliśmy Jasny Dwór, starostapodjął nas obiadem, deklarując gotowość do dalszych kontaktów. Wreszcie ostatnie godziny pod Tatrami minęły nam na spacerze po Gubałówce, skąpanej w słońcu i kolorach wczesnej jesieni. Prywatnie zgodziliśmy się że był to najbardziej urozmaicony wyjazd edukacyjny”.

                                                                                                           
Mikołaj Golenia

Zdjęcia ze szkolenia w Zakopanem

 

data aktualizcji 31 sierpnia 2010 r


Refleksje ze szkolenia w Gorlicach

 

logo_eea_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_norway_grants_ze_strony_mrr_gif.gif  logo_fop_red_kopia.gif  logo_ecoryskopia.gif

 

Wsparcie udzielone przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego, a także ze środków budżetu Rzeczpospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych

05.08.2010  w Gorlicach przeprowadziliśmy siódme spotkanie edukacyjno-warsztatowe  w ramach projektu: „Trzeba dać świadectwo. Zdrowienie i umacnianie osób chorujących psychicznie w Polsce południowo-wschodniej”. A oto wrażenia:

„Wyjazd do Dziennego Ośrodka Wsparcia w Gorlicach to było dla mnie wspaniałe i ważne doświadczenie. Nie spodziewałam się, że jest tam tak prężne i mocno zaangażowane środowisko na rzecz osób chorujących psychicznie. Rzadko można spotkać na naszych wyjazdach z projektu norweskiego uczestników – profesjonalistów, którzy traktują swoją pracę jako służbę społeczną, jaką wykonują z takim poświęceniem i oddaniem, że to wprost rzuca się w oczy.
A co się przede wszystkim rzuca w oczy?
Po pierwsze: panująca w Ośrodku atmosfera, przyjazna, koleżeńska, stwarzająca poczucie bezpieczeństwa, z poczuciem humoru także na własny temat, a jednocześnie wymagająca i ucząca odpowiedzialnego zachowania beneficjentów wobec siebie nawzajem, jak i profesjonalistów.
Po drugie: widać, że społeczność Ośrodka jest ostoją i pomocą w życiu codziennym beneficjentów, jest dla nich oparciem, nieraz jedynym miejscem, gdzie czują się dobrze, są akceptowani. Otwarcie dawali tego świadectwo w swoich wypowiedziach, dziękując imiennie poszczególnym terapeutom oraz swoim kolegom i koleżankom.
Po trzecie: Ośrodek spełnia rolę kulturotwórczą, pomaga spełniać marzenia o rozwoju artystycznym. Mieliśmy próbkę tego, gdy, nie bez tremy, śliczna młoda dziewczyna zaśpiewała przebój „Wakacyjna miłość”. Ale na tym nie koniec! Byliśmy widzami przygotowanej „ad hoc” prezentacji multimedialnej, której aktorzy rozbawili do łez widownię, sami także wspaniale się bawiąc. Po tym przedstawieniu kapela rockowa, nie ustępująca w niczym profesjonalistom, zagrała kilka mocno uderzeniowych, ale nie tylko dla mnie pięknych, przejmujących utworów. Widać było, ile wkładają w występ sił psychicznych (to też spełnia rolę rehabilitacyjną). Zdradzili nam po występie, że zamierzają wydać płytę z nagraniami. Życzymy im tego z całego serca!
Po czwarte: bardzo dobrze współpracowało się nam z grupami warsztatowymi. Doszły one co prawda do różnych odpowiedzi  na pytanie: „Co lub kto pomaga mi zdrowieć?” Wymieniane były rodzina, przyjaciele, lekarze/terapeuci, leki, ale po dyskusji wszyscy odkryli, że w procesie zdrowienia najważniejszy(a) jestem ja sam(a).
Byliśmy tak urzeczeni Gorlickim Ośrodkiem, że szkoda było odjeżdżać!
Mamy jednak nadzieję na kontynuowanie zawartych znajomości i, że odwiedzą także nas w Krakowie, choć moim zdaniem, nie ustępują naszym, krakowskim standardom. Gorlice mnie oczarowały!!!”

Jola Janik

Wydarzenie artystyczne w Domu Wsparcia w Gorlicach.
„Wyjechaliśmy do Gorlic z ustalonym planem działania, z podzielonymi rolami, przygotowani na standardowy przebieg wizyty. Już powitanie przez dyrekcję i uśmiechnięte twarze zebranych słuchaczy wprawiło nas w dobry nastrój. Czekali cierpliwie zgromadzeni w największej sali. Kolejno omawialiśmy zagadnienia i czuliśmy, że jesteśmy uważnie słuchani. I rzeczywiście, po prelekcji było dużo pytań, beneficjenci opowiadali też o swoich przeżyciach, widoczne było ich zaangażowanie. Pragnęli z tego spotkania wynieść jak najwięcej wskazówek dla siebie, jak radzić sobie z chorobą, jak zdrowieć. Ich opowieści były poruszające, zawierały wiele osobistych refleksji, przeżyć,
świadczyły o tym, że słuchacze mówili  bez autocenzury, bezpośrednio tak jak czuli.  Po przerwie kawowej, podczas której byłem często pytany o mechanizm działania opieki środowiskowej w Krakowie odbyły się warsztaty w grupach. Moja grupa bardzo poważnie potraktowała temat, każdy z uczestników dokładnie opisywał swoją hierarchie czynników powodujących zdrowienie. Przeważała wiara, terapeuta, praca.
Na koniec spotkania czekała nas miła niespodzianka – występy artystyczne. Para odegrała parodię zakupów na allegro a zespół rockowy dał koncert piosenek zaangażowanych. Nasz pobyt w Domu Wsparcie był wyjątkowo ciekawy, spotkał się z bardzo dobrym, serdecznym przyjęciem co może zaowocować dalszymi kontaktami w przyszłości.”

Piotr Cebula

 

Zdjęcia ze szkolenia w Gorlicach

 

STRONY  1 2 3 4 [5] 6 7 8